PÓŁ GODZINY NA PONIEMIECKIM DWORCU
Perony wypełnione zniekształconym
głosem. Dworzec od środka jak wyschnięte
akwarium. Żadnej mgły, żadnej metafizyki.
Gołębie srają na wszystko i najlepiej
na tym wychodzą. Szczury łażą pod dachem
na zardzewiałej konstrukcji – Bóg i czas,
to ta sama cierpliwość. Cały miesiąc
pokazywała mi obrazy z wiatrem, a teraz
płacze, chociaż nie uciekam. Płacze
jak kobieta na zewnątrz deszczu i nie będę
jej okłamywał, chociaż potrafię. Z obłędu
wyrywa gwizdek. Podstawili go i popsuł mi
cały wiersz – spłoszył gołębie, szczury
i latającą rybę, którą wreszcie
zobaczyłem nad jej głową.
Wiersz pochodzi z książki „VULGARIS AUANTRA”. Zrobiłem także wersję animowaną (w technologii Flash), która w obecnych przeglądarkach już nie działa. W galerii znajdują się zdjęcia wrocławskiego dworca głównego zrobione w roku 2004.